Każdy z nas chce być szczęśliwy, ale co właściwie oznacza szczęście w
czasach ciągłej pogoni za sensacją, dobrobytem i cenną informacją? Czy w całym
tym szumie człowiek jest w stanie znaleźć czas dla samego siebie, a przede
wszystkim czy ma szansę na to, by pomimo trosk życia codziennego zaczerpnąć
choć odrobiny radości? Spytacie pewnie, „o czym ona mówi?”, cóż, chciałabym Wam opowiedzieć
moją przygodę z serialem, który potrafi otworzyć oczy na wiele spraw.
April ma dwadzieścia cztery lata, jest początkującą dziennikarką. Bystra,
ambitna, nastawiona na sukces, stara się zdobyć zaufanie swojego szefa i jak to
jesteśmy zwykli mawiać – wybić się. Jest tzw. świeżakiem w Boston Post,
gazecie, która może otworzyć przed nią wiele możliwości. Do tego dochodzi życie
prywatne, owdowiała matka, która troszczy się czasem trochę za bardzo,
zbuntowana siostra Brenna, która łamie wszelkie schematy, babcia Emma, której
nie da się po prostu nie lubić. Warto też wspomnieć o Beth, najlepszej
przyjaciółce April, która mimo wielu trudnych decyzji, pozostaje przy jej boku. I w momencie, gdy April dostaje poważne zlecenie, jej życie uczuciowe
przybiera odpowiedni kierunek, a rodzina zdaje się otrząsnąć z tragedii po
śmierci ojca…jedna wiadomość niszczy wszystko, pozwalając, by dotychczasowe
życie dwudziestoparolatki posypało się, niczym domek z kart.
Wybaczcie ten spojler, naprawdę. Być może nie mam wiele na swoje
wytłumaczenie, ale chcę powiedzieć, że nie jestem w stanie zliczyć ile razy
płakałam przez cały sezon serialu. Czasem ze śmiechu, ale częściej ze wzruszenia,
czy smutku. To nie tak, że Chasing life to jakaś pogrzebowa opera, Chasing life jest
serialem, który stanowi kalejdoskop uczuć, odnajdziemy tam wszystko, czego my –
zwykli ludzie – doświadczamy w realnym życiu. I ktoś może zarzucić mi teraz, że
przecież ludzie nie chcą oglądać tego, co mają w kuchennych szufladach, być
może jest w tym sęk prawdy, ale każdy z nas jest inny i mimo tego, że wiele nas
łączy, każdy ma swój własny, niepowtarzalny gust. Ta historia nie jest zwykłą
historią, możecie wierzyć mi na słowo.
Co mogłabym jeszcze powiedzieć? Z odcinka na odcinek obserwujemy bolesny
proces akceptacji z chorobą, walki, wielu upadków, potknięć, ale i powrotów na
szczyt. April wiele razy pokazuje, jak ogromna siła drzemie w człowieku, po
prostu trzeba umieć ją w sobie obudzić. Serial uświadamia widzowi także inne
wartości takie jak – rodzina, czy przyjaciele, bez których życie byłoby
naprawdę trudne do przejścia, ale przede wszystkim pozbawione jednego z
najpiękniejszych uczuć - szczęścia.
Często nie zdajemy sobie sprawy jacy z nas „farciarze”, mogąc przytulić
rodziców, rodzeństwo czy rudego kotka, który łasi się u naszych stóp, jednak w
momencie, gdy życie stawia nad naszą głową znak zapytania, uświadamiamy sobie,
jak WIELE mamy i jak wiele możemy stracić. Bez wątpienia mogę stwierdzić, że swoim
pomysłem i realizacją, twórcy show trafiają w serca odbiorców… a przynajmniej w moje. PS. Możecie mi coś polecić, nie obrażę się. ♥


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz